Sponsorzy:

 

 

 

Partnerzy medialni:

 

 

 

 

 

Partnerzy:

Sulęcki: już po wygranej z Proksą chciałem walczyć z kozakami

- Jestem strasznie niecierpliwy i chcę wszystko od razu. Parę razy pan Wasilewski łapał mnie za karczycho i mówił: Maciek, spokojnie, wyluzuj. Po walce z Grzegorzem Proksą chciałem od razu walczyć z kozakami i wtedy też pan Andrzej mnie stopował - mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Sulęcki, który 28 kwietnia w Barclays Center stoczy walkę życia z Danielem Jacobsem.

Żarcie, trening i spanie. Później żarcie, trening i spanie. Tak teraz wygląda twoje życie. Nuda.
Maciej Sulęcki: Jest monotonia, ale tak musi być. Po dwóch ciężkich treningach dziennie najważniejszy jest odpoczynek, a sen najlepiej wpływa na regenerację.

Wyprowadziłeś się już z domu?
Tak, mam teraz trochę więcej spokoju, mogę skoncentrować się na treningach i sparingach. O to głównie mi chodziło. Jestem poza domem, ale mam kontakt z moimi dziewczynami, widujemy się, raz w tygodniu staramy się być ze sobą. Po walce poświęcę im więcej czasu, na pewno będą jakieś wakacje.

Są już zaplanowane?
Moja dziewczyna się tym zajmuje, ja nie mam na to czasu. Myśli o wakacjach na razie wyrzucam z głowy. Najpierw trzeba wykonać robotę, później będzie czas na relaks.

Daniel Jacobs cały czas siedzi w twojej głowie?
Jestem pozytywnie nakręcony, ale nie jestem wariatem, żeby cały czas myśleć o Jacobsie. Na walce z cieniem czy na tarczy z trenerem mam go przed oczami, ale po powrocie do domu staram się nie myśleć o moim rywalu.

Ile trudnych rozmów przeprowadziłeś w ostatnim czasie ze swoim promotorem - Andrzejem Wasilewskim?
Jesteśmy dżentelmenami i ludźmi z charakterem. Czasami się różnimy, czasami się zgadzamy bez słów. Trudno powiedzieć, czy toczyliśmy trudne rozmowy. Najważniejsze, że Andrzej Wasilewski i Leon Margules doprowadzili do mojej walki z Jacobsem. Ukłony dla nich, bo to świadczy o dużej klasie promotorskiej.

Jeszcze niedawno twierdziłeś, że jesteś olewany w świecie boksu. W twoich wypowiedziach czuć było frustrację.
Jestem strasznie niecierpliwy i chcę wszystko od razu. Parę razy pan Wasilewski łapał mnie za karczycho i mówił: Maciek, spokojnie, wyluzuj. Po walce z Grzegorzem Proksą chciałem od razu walczyć z kozakami i wtedy pan Andrzej też mnie stopował. Tłumaczył: wchodzimy na nowy rynek, w USA wcześniej nie boksowałeś, poczekajmy. Wyszło mi to na dobre, ale długo trwało to zbliżenie się do szczytu. Teraz jego osiągnięcie jest w moich rękach. Promotorzy swoje już zrobili. (.....)

Dlaczego zrezygnowałeś ze współpracy z Pawłem Kłakiem?
Ponieważ w walce z Culcayem coś nie zagrało. W narożniku nie było tak, jak być powinno. Paweł mówił mi jedno, ja robiłem drugie, nie było zaufania. Dopiero trudne pojedynki pokazują, czy relacje na linii trener-zawodnik są prawidłowe, w naszym przypadku nie były. Dodatkowo zlekceważyłem tego rywala i źle przygotowałem się do walki. Urodziła się córeczka, w tym samym czasie wykańczałem mieszkanie i treningi zeszły na drugi plan. Wchodziłem na salę, brałem skakankę, zrobiłem trochę walki z cieniem, trochę worka i do domu.

W jakiej atmosferze rozstaliście się z trenerem Kłakiem?
Załatwiliśmy sprawę normalnie, usiedliśmy przy stole i podaliśmy sobie ręce. Nadal jesteśmy kumplami, nie mam do Pawła żadnych pretensji. On jest bardzo dobrym trenerem, ale musi się jeszcze uczyć. Przede wszystkim musi się
nauczyć takiego stuprocentowego poświecenia do tego sportu.

Co zadecydowało o twoim powrocie pod skrzydła Andrzeja Gmitruka?
Przede wszystkim bezgraniczne zaufanie do jego wiedzy oraz to jakim jest człowiekiem w ringu i poza nim. Tylko z nim stać mnie na osiągnięcie sukcesu.

Gdy obserwuję Andrzeja Gmitruka, to mam wrażenie, że odkąd zaczął pracować z tobą, Mateuszem Masternakiem, Izu Ugonohem i Arturem Szpilką, to odmłodniał o kilka lat.
Myślę, że co najmniej o 15 lat. Nabrał werwy, schudł 30 kilogramów, widać że jest u niego energia i chęć do życia. Jednak pod względem charakterologicznym to jest cały czas ten sam Andrzej Gmitruk co kiedyś.

Cała rozmowa z Maciejem Sulęckim na pogongu.wordpress.com >>