Sponsorzy:

 

 

 

Partnerzy medialni:

 

 

 

 

 

Partnerzy:

Sulęcki: Wyprowadziłem się z domu, żeby obudzić w sobie drania

 

- Tęsknię za przytulaniem córeczki, ale do czasu walki odsunąłem tego typu rzeczy na bok. Walka z Danielem Jacobsem to ogromna szansa - tłumaczy Maciej Sulęcki (26-0, 10 KO), który będzie walczył z Amerykaninem Danielem Jacobsem (33-2, 29 KO) 28 kwietnia na gali w USA.

W poniedziałek zaczął Pan sparingi przed walką z Danielem Jacobsem. 
Maciej Sulęcki: To mój ulubiony etap każdych przygotowań. Pierwszym sparingpartnerem jest Immanuwel Aleem. Dobry, amerykański zawodnik, który wygrał z Jewhenem Chytrowem, byłym amatorskim mistrzem świata wagi średniej, wielką nadzieją Ukrainy. Jest uważany za osobę mogącą pokonać Giennadija Gołowkina. Na razie boksuję w Warszawie, choć chciałem w Stanach. Ale miałem wybór - jechać do Chico Rivasa albo trenować z Andrzejem Gmitrukiem. Doszedłem do wniosku, że do tak ważnej walki, jak z Jacobsem, musi mnie przygotować trener, któremu ufam w 100 proc. i w każdym calu jest dla mnie autorytetem. Jeśli mi coś powie, to nie mogę mieć cienia wątpliwości. Miałem takie chwile w walkach z Jackiem Culcayem czy z Hugo Centeno Jr. Wtedy trenowałem z Chico Rivasem. W pewnym momencie zacząłem tracić do niego zaufanie, on zresztą zaczął schodzić w cień, ustępować asystentowi. Trenerowi Gmitrukowi ufam i bardzo chciałem z nim zostać. Jedynym problemem byli sparingpartnerzy, bo w USA, wiadomo, jest ich dużo i to dobrych. Ale Andrzej Wasilewski zadbał o mocnych rywali. 

Przed walką z Jacobsem jest Pan podobnie pewny siebie, jak przed wcześniejszą z Culcayem. Tam jednak pojawiły się chwile, w których zlekceważył Pan rywala. 
Ja go kompletnie zlekceważyłem! Do tamtego pojedynku podszedłem na zasadzie, że jestem wielki kozak, wyjdę do chłopaczka, pacnę go i się przewróci. Gucio prawda. Poza tym przygotowania do walki trwały tylko cztery tygodnie. Jeszcze wtedy dopiero co moja Magda urodziła naszą córeczkę Melanię, do tego musiałem ogarnąć mieszkanie, do którego się wprowadziliśmy. Robiłem pół treningu i leciałem do domu. To mnie zgubiło. Choć mimo słabych przygotowań dałem dziesięciorundową, bardzo dobrą walkę. A pewny siebie byłem i jestem cały czas. Sporty walki to nie miejsce dla ciap, trzeba być skurczybykiem w ringu. Natomiast Daniel Jacobs jest kapitalnym bokserem i nie ma opcji, żebym go zlekceważył. 

Także dlatego na czas przygotowań wyprowadził się Pan z domu? 
Tak, ale przynajmniej raz w tygodniu wpadam do moich dziewczyn. Ale nie ma za dużo czułości, muszę nabrać w sobie drania. Tęsknię za przytulaniem córeczki, ale do czasu walki odsunąłem tego typu rzeczy na bok. Poza najbliższymi z nikim się nie spotykam. 

W Polsce Pana walki będą transmitowane w TVP, a nie w Polsacie jak do tej pory. Dla Pana to jakaś różnica? 
Kiedy umowy zostały podpisane, uśmiechnąłem się. Zostaliśmy docenieni i dostaliśmy ogromną szansę. Telewizję Publiczną oglądają miliony widzów. Jak się dowiedziałem, że będzie w niej moja walka z Jacobsem, to przypomniały mi się pojedynki Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe’em, na które wstawałem. Dla mnie to zaszczyt i uhonorowanie ciężkiej pracy. 

Pełna treść artykułu w Polskatimes.pl >>